
Orzeł Sypniewo wrócił do ligi okręgowej po 13 latach, a Przemysław Głeba miał w tym sukcesie swój wyraźny udział. Zakończył sezon z dorobkiem 9 bramek i 7 asyst, a jedno z najważniejszych trafień zdobył w spotkaniu z Pełtą Karniewo, które przypieczętowało awans. W rozmowie opowiada o pierwszym sezonie w Orle, konsekwencji drużyny, emocjach po awansie i wsparciu kibiców z Sypniewa.
Panie Przemysławie, Orzeł Sypniewo wrócił do ligi okręgowej po 13 latach. Co dla Pana znaczy ten awans?
Dla mnie jako zawodnika oznacza to, że daliśmy z siebie wystarczająco dużo, aby znaleźć się w miejscu, w którym jesteśmy dzisiaj. Jestem też, można powiedzieć, świeżo upieczonym zawodnikiem Orła, dlatego tym bardziej cieszę się z osiągniętego sukcesu.
Po pierwszej rundzie byliście na 3. miejscu, a wiosną przesunęliście się na pozycję premiowaną awansem. Co zmieniło się w zespole po przerwie zimowej?
Wydaje mi się, że nie zmieniło się aż tak wiele. Drużyna konsekwentnie się rozwijała, a wraz z tym następował nasz progres. Nie było wielu zmian - przede wszystkim liczyły się konsekwencja i dążenie do wyznaczonego celu.
Zdobył Pan 9 bramek i zanotował 7 asyst. Jest Pan jednym z zawodników, którzy mocno pracowali zarówno na gole, jak i na ostatnie podania. Która z tych statystyk daje Panu większą satysfakcję?
Największą satysfakcję dają mi trzy punkty po zwycięskim meczu, niezależnie od tego, czy bramki zdobywam ja, czy moi koledzy z drużyny. Oczywiście strzelanie goli daje więcej radości niż asystowanie, choć czasami dobrze dograna piłka może przynieść większą satysfakcję niż sama zdobyta bramka.
Która bramka z tego sezonu była dla Pana najważniejsza?
Wydaje mi się, że był to mecz wyjazdowy z Pełtą Karniewo. Można powiedzieć, że było to najważniejsze spotkanie sezonu, ponieważ dawało nam awans do wyższej ligi. Przez długi czas nie potrafiliśmy przełamać defensywy rywali. Dopiero po moim golu drużyna zaczęła grać swoim tempem i z większym luzem, którego potrzebowaliśmy, aby pokazać nasz najlepszy futbol i dołożyć kolejne bramki.
Najwyższe zwycięstwo Orła to 13:1 z Mazurem Ojrzeń. Jak gra się w meczu, w którym drużynie wychodzi niemal wszystko?
Powiem tak - jeśli ma się jasno wyznaczone cele i jest się odpowiednio przygotowanym do meczu, to w sytuacji, gdy rywal nie jest gotowy do walki na podobnym poziomie, takie wyniki mogą się zdarzyć. Być może to był po prostu nasz dzień, a może przeciwnik nie trafił z formą. Czasami tak bywa, a my wykorzystaliśmy tę sytuację w stu procentach na swoją korzyść.
Awans przypieczętowaliście po długiej walce w całych rozgrywkach. Jak wyglądały emocje w szatni, kiedy było już jasne, że Orzeł wraca do okręgówki?
Na pewno towarzyszyło nam mnóstwo pozytywnych emocji - od niedowierzania po ogromną radość. Szatnia to miejsce pełne różnych osobowości, oczekiwań i marzeń. Dla niektórych był to kolejny krok naprzód, dla innych spełnienie długo wyczekiwanych ambicji, a jeszcze dla innych po prostu następny cel, który udało się osiągnąć.
Co chciałby Pan przekazać kibicom z Sypniewa po sezonie zakończonym awansem?
Przede wszystkim chciałbym serdecznie podziękować naszym kibicom. Mimo że nie stanowimy zespołu, za którym jeździ liczna grupa fanów, zawsze możemy usłyszeć coś pozytywnego z trybun i przeczytać słowa wsparcia w mediach społecznościowych. Dziękujemy za to, bo czasami jedno słowo czy jedno zdanie potrafi poprawić dzień każdemu z nas.
Fot. Archiwum klubu.
| Wyświetleń: 325 | komentarze: - | 21:39, 27.06.2026r. | ![]() |