
Ziemia Makowska kryje wiele tajemnic i skarbów - przekonują Michał Chrzanowski i Łukasz Karol. Są mieszkańcami powiatu makowskiego. Obaj pasjonują się historią regionu i sami szukają skarbów przeszłości. Obaj są również wielkimi orędownikami utworzenia w Makowie Mazowieckim muzeum.
- Jest trend zwracania zabytków do miejsc, w których zostały znalezione, ale w Makowie takiej placówki nie ma - mówi Łukasz Karol.
- Wiemy, że nie jest to łatwe ani tanie przedsięwzięcie, ale nie dostrzegamy też jakiegoś większego zaangażowania lokalnych władz w takie przedsięwzięcie. Szkoda - uważają archeolodzy.
- Kilka lat temu chcieliśmy zrobić placówkę muzealną w starej plebanii - mówi Michał Chrzanowski. - Ale ostatecznie projekt upadł. W tym czasie powstawał Dom Wesołka i samorządowcy stwierdzili, że jedna placówka związana z historią wystarczy w Makowie.
- Ale nie jest to stricte muzealna placówka, a nam chodzi o to, aby utrwalać materialną przeszłość - dodaje Łukasz Karol. - Bo przecież każde miejsce ma swoją przeszłość i każde zasługuje, by o tej przeszłości mówić, by ją pokazywać. Niemniej osiągnęliśmy pewien sukces - zaznacza. - Braliśmy udział w renowacji budynku, w którym dziś znajduje się Kaplica Wieczystej Adoracji. Podczas remontu okazało się, że pod podłogą jest podstawa pieca. Z ciekawą legendą miejską. W całym mieście nie można było wypiekać pieczywa, tylko właśnie tu. Kiedy odkopywaliśmy ten piec, Michał znalazł jeszcze depozyt pszenicy przepalonej. Wszystko zostało zakonserwowane i otoczone metalowym płotkiem. Uznajemy to za pierwszą archeologiczną ekspozycję w powiecie makowskim. Jesteśmy z tego bardzo dumni.
- Duża w tym zasługa księdza Jacka Zakrzewskiego - wikariusza parafii - uzupełnia Michał Chrzanowski.
Obaj są zdania, że pod miastem kryje się jeszcze wiele tajemnic z przeszłości. Światło dzienne ujrzała do tej pory niewielka część.
- W 1955 roku w Rynku odkryto niemal półtora kilograma srebrnych monet z XVII wieku. Trafiły do Muzeum Narodowego w Warszawie - mówi Łukasz Karol.
- Mamy też ciekawy zbiór z lat przedwojennych. W badanej wówczas osadzie wczesnośredniowiecznej znaleziono wyposażenie grobowe. Jest ono zachowane w Muzeum Archeologicznym w Warszawie - opowiada Michał Chrzanowski. - To są bardzo cenne rzeczy i mogłyby wrócić do Makowa. Tylko gdzie?
Obaj są kolekcjonerami. Michał Chrzanowski zbiera pamiątki związane z mieszkańcami Makowa - dokumenty, zdjęcia... W Muzeum Historycznym w Przasnyszu do 27 marca 2026 prezentowana jest wystawa, która powstała w oparciu o jego kolekcję.
- Pod koniec 2025 roku udało się wpisać do rejestru zabytków album z mojej kolekcji. To album niemieckiego oficera, który podczas wojny przechodził przez powiat makowski - mówi Michał Chrzanowski.
Łukasz Karol kolekcjonuje m.in... cegły.
- Każdy dom w swoich murach posiada część historii. Są na tych cegłach stemple - polskie, rosyjskie. Są też stemple nietypowe, które są moimi ulubionymi - to odciski łap zwierząt: psów, kotów, ptactwa, wiewiórek... Jest coś ujmującego w przedmiotach najprostszych. Nas, archeologów, takie przedmioty fascynują.
Od 10 lat obaj działają w Stowarzyszeniu Historycznym "Protector" w Makowie Mazowieckim. Angażują się w prowadzone na terenie powiatu wykopaliska. Jakie znaleziska uważają za najcenniejsze?
- W 2024 roku mieliśmy nadzór archeologiczny przy modernizacji sieci ciepłowniczej w Makowie Mazowieckim. I natrafiliśmy na konstrukcje drewniane. Jeden poziom to była droga, a pod nią prawdopodobnie zabudowa. Mnie bardzo cieszą nawarstwienia kulturowe, pozostałości konstrukcji. To pozwala interpretować jak dawniej wyglądał Maków - zaznacza Michał Chrzanowski.
- A dla mnie cudowną niespodzianką była przepiękna pokryweczka z XI, XII wieku - mówi Łukasz Karol. - Na tyle się zachowała, że jesteśmy w stanie ją odtworzyć w całości. Jak wyjmowałem ją z ziemi, poziom adrenaliny był ogromny. No a teraz... nie ma jej gdzie pokazać. Obecnie pokrywka jest na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, a dokumentację jej dotyczącą opracowuje jedna ze studentek. Co ważne, mamy dziś potwierdzenie, że zanim powstał Maków w rejonie dzisiejszego Rynku (w 1421 roku nadano Makowowi prawa miejskie), istniała osada na Bazarze. Kilkanaście lat temu prowadzona były ostatnie wykopaliska na Bazarze i wtedy został odkryty fragment cmentarzyska wczesnośredniowiecznego, ale też były nietypowe znaleziska jak choćby stilus, czyli narzędzie pisarskie na drewnianej deseczce pokrytej woskiem. A to oznacza, że był w osadzie ktoś, kto umiał pisać, a to nie było wówczas powszechne.
Jakie plany mają makowscy archeolodzy?
- Mamy ambitny plan odnalezienia siedziby księcia w Makowie Mazowieckim. Prawdopodobnie był tu gród, potem siedziba księcia i miejsce, w którym rezydował starosta. Wedle naszych domysłów i śladów archeologicznych to jest w części Makowa zwanej Bazarem, po drugiej stronie rzeki Orzyc - opowiada Łukasz Karol. - To właśnie tam chcielibyśmy rozpocząć wykopaliska. Nie jest to jeszcze kompleksowo zbadany teren.
Przed nimi uzyskanie pozwoleń. I pieniędzy na wykopaliska.
- Mówimy o terenach prywatnych, w znacznym stopniu zabudowanych - uzupełnia Michał Chrzanowski.
- Ludzie się trochę obawiają. Wyobrażają sobie, że przyjedzie archeolog, zrobi stanowisko i zablokuje ich inwestycje na lata. To nie tak - przekonuje Łukasz Karol. - My staramy się wszystko robić sprawnie, szybko, żeby nikomu nie blokować jego przedsięwzięć.
Opowiadają również o archeologii współczesności.
- Zajmujemy się także ekshumacjami - mówi Łukasz Karol. - Przy inwestycjach, np. drogowych, najczęściej natrafiamy na szczątki żołnierzy niemieckich i rosyjskich. Na terenie całej Polski, ale najwięcej na Mazowszu. Pozyskujemy bardzo ciekawe dane archeologiczne - wydobywane są przedmioty codziennego użytku, pamiątki osobiste, medale, leki, czasem trafiają się dokumenty, ale zazwyczaj są w złym stanie. To jest cenne w odniesieniu do najnowszej historii - nawet nie same przedmioty, ale to, co można z nich wyczytać.
Żartują, że często zajmują się także archeologią... strychową. W jednej z makowskich kamienic znaleźli niedawno zbiór przedmiotów z połowy lat 40. XX wieku.
- Buteleczki, gry, etykiety... Na początku patrzyłem na to jak na zwykłe śmieci, ale kiedy zorientowałem się, jaki jest kontekst znaleziska, to było niesamowite. Znaleźliśmy kawałek drutu, pałąk, na którym w tym sklepie okupacyjnym nadziewano rachunki sklepowe - opowiada Łukasz Karol. - Tam jest po niemiecku napisane co tam sprzedawano i za ile. I co jest najbardziej fascynujące... mamy wgląd w konkretny moment lat 40. minionego wieku.
- Opracowujemy to obecnie. I znów nasuwa się pytanie: co dalej z tymi znaleziskami - mówi Michał Chrzanowski. - Czyli jak bumerang wraca temat muzeum w Makowie...
| Wyświetleń: 395 | komentarze: - | 10:00, 10.03.2026r. | ![]() |