
Przyszłość oddziału położniczo-ginekologicznego Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Makowie Mazowieckim była jednym z najważniejszych tematów ostatniej sesji Rady Powiatu Makowskiego. Dyskusja była długa, szczegółowa i momentami bardzo stanowcza. Padły konkretne liczby, dane dotyczące spadku urodzeń oraz argumenty finansowe. W centrum rozmowy znalazło się jedno pytanie: czy makowska porodówka ma jeszcze realne szanse na dalsze funkcjonowanie?
Temat wywołał radny Piotr Budny, który zwrócił uwagę na ogólnopolski trend ograniczania działalności oddziałów położniczych. W swoim wystąpieniu przytoczył liczby pokazujące tempo zmian, mówiąc, że "na początku 2025 roku działało w Polsce 305 porodówek. Na koniec 2025 roku było to już 284 porodówki, z czego na początku 2026 roku liczba ta spadła do 266, czyli liczba ta zmniejszyła się. Na początku stycznia zlikwidowano kolejnych 18 porodówek." Następnie przeszedł do sytuacji lokalnej i pytał, czy zarząd powiatu omawiał kondycję makowskiego oddziału położniczo-ginekologicznego oraz czy "nie grozi nam taka sytuacja, gdzie pod wpływem jakichś nacisków zewnętrznych zarząd musiałby podejmować decyzję o zamknięciu oddziału położniczo-ginekologicznego." W kolejnych pytaniach poruszył kwestię obłożenia, dostępności kadry lekarskiej i położniczej oraz działań, które mogłyby zachęcać mieszkanki powiatu do wyboru porodu w Makowie Mazowieckim
Odpowiedź dyrektora szpitala Jerzego Wielgolewskiego była obszerna i jednoznaczna. Już na początku podkreślił "Problem oddziałów położniczo-ginekologicznych jest problemem, który żyje medialnie i bardzo dobrze, że żyje, bo udawanie, że nie ma problemu, to nie jest rozwiązywanie problemu." Wyjaśniał, że źródłem obecnych trudności nie są pojedyncze decyzje ani chwilowe kłopoty organizacyjne, tylko zmiany, które narastały latami. Odwołał się do demografii, wskazując na spadek liczby urodzeń i starzenie się społeczeństwa jako główne tło tej sytuacji, a więc czynnik, który stopniowo ogranicza liczbę pacjentek i podważa opłacalność utrzymywania porodówek w mniejszych szpitalach.
Kluczowa informacja dotyczyła liczby porodów w makowskim szpitalu. W 2025 roku odbyły się w nim 73 porody. Jerzy Wielgolewski nie ukrywał, że przy tak niskiej skali urodzeń utrzymanie oddziału staje się coraz trudniejsze organizacyjnie i finansowo. "Ja jasno to artykułuję, komunikuję, że przyszłością nie jest pytanie, czy będziemy mieli porodówkę w naszym szpitalu, tylko kiedy jej nie będziemy mieli" - powiedział wprost. W dalszej części wyjaśniał, że przychody z realizacji świadczeń w zakresie ginekologii, położnictwa i neonatologii "nie pokrywają kosztów bezpośrednich, czyli osobowych kosztów personelu."
Jerzy Wielgolewski zwrócił uwagę także na aspekt organizacyjny i jakościowy funkcjonowania oddziału. Przy tak niewielkiej liczbie porodów dochodzi do sytuacji, w której "personel nie ma styczności z porodem fizjologicznym przez wiele miesięcy". Wskazywał, że przy pracy zmianowej można trafić na dyżury, na których przez długi czas nie ma żadnego porodu, a to oznacza realne ograniczenie praktyki i doświadczenia zdobywanego na bieżąco. Zaznaczał, że taki stan jest niewłaściwy zarówno dla bezpieczeństwa pacjentek, jak i dla utrzymania wysokich kompetencji zespołu pracującego na oddziale.
Podczas sesji dyrektor przywołał również minimalne progi liczby porodów, które bierze się pod uwagę przy ocenie funkcjonowania porodówek. "Wychodziliśmy od poziomu 800 porodów. Zeszliśmy na poziom 500. W tej chwili mówi się o 400 porodach" - zaznaczył. Na tym tle 73 porody rocznie w Makowie Mazowieckim pokazują skalę rozbieżności. Dyrektor sygnalizował, że przy takim wyniku szpital nie zbliża się nawet do najniższego poziomu, o którym dziś mówi się jako o granicy pozwalającej utrzymać stabilną organizację pracy oddziału oraz standardy bezpieczeństwa oczekiwane w opiece położniczej.
Starosta makowski Mirosław Augustyniak uzupełnił wypowiedź dyrektora szpitala Jerzego Wielgolewskiego o dane dotyczące tego, gdzie mieszkanki powiatu decydują się rodzić. "Mieszkanki powiatu makowskiego w 25% rodzą w Przasnyszu. Na drugim miejscu jest 22% i zgadnijcie państwo gdzie? ... W Warszawie" - powiedział. W dalszej części wskazał kolejne miasta wybierane przez mieszkanki powiatu, wymieniając Ostrów Mazowiecką, Ostrołękę, Pułtusk i Wyszków. Maków Mazowiecki określił jako placówkę znajdującą się na szarym końcu tego zestawienia. Odnosząc się do dzisiejszej skali 73 porodów, porównał ją z przeszłością, stwierdzając "Jak ja się rodziłem w makowskim szpitalu, to tyle było miesięcznie, a nie rocznie."
Starosta odniósł się także do odpowiedzialności samorządu za podejmowanie trudnych decyzji i podkreślił, że w takich sprawach nie ma miejsca na działanie w ostatniej chwili. "Nie możemy, w takich sytuacjach trudnych czekać do przysłowiowej ściany, bo przy ścianie robi się błędy, a czasami nawet głupstwa" - powiedział. Zaznaczył, że dlatego samorząd stara się reagować wcześniej, opierać się na danych i analizach oraz szukać najlepszych rozwiązań, zanim sytuacja wymusi decyzje podejmowane pod presją.
Szpital próbował szukać rozwiązań systemowych. Przez kilka miesięcy prowadzone były rozmowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. "Rozmowy trwały w sumie cztery miesiące i zmierzały w dobrym kierunku. Zakończyły się tym, że proponowane rozwiązanie nie uzyskało akceptacji Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia" - relacjonował Jerzy Wielgolewski. W tej sytuacji najbardziej realnym scenariuszem jest utrzymanie działalności w zakresie ginekologii planowej przy jednoczesnym zawieszeniu działalności w zakresie położnictwa i neonatologii. "To jest kierunek, który będziemy proponowali jako utrzymanie dostępności do porad i zabiegów operacyjnych dla kobiet" - zapowiedział.
Dyskusja na sesji Rady Powiatu Makowskiego pokazała jednoznacznie, że wygaszanie położnictwa w Makowie Mazowieckim nie jest już rozważaniem teoretycznym, tylko realnym kierunkiem działań, który będzie wymagał formalnych decyzji. Przy 73 porodach rocznie, odpływie pacjentek do innych miast i rosnących kosztach utrzymania oddziału obecny model funkcjonowania jest coraz trudniejszy do utrzymania. Władze powiatu i dyrekcja szpitala nie ukrywają, że decyzja będzie należała do najtrudniejszych w tej kadencji. Jednocześnie deklarują, że każda zmiana ma być poprzedzona analizą i rozmowami, tak aby zabezpieczyć pacjentki oraz utrzymać dostępność świadczeń ginekologicznych dla mieszkanek powiatu makowskiego. Po tej sesji pytanie nie brzmi już "czy", ale "kiedy" makowska porodówka zakończy działalność.
| Wyświetleń: 3056 | komentarze: - | 15:04, 19.02.2026r. | ![]() |