niedziela, 4 października 2026 r., imieniny Rozalii, Franciszka, Edwina

Reklama   |   Kontakt

Aktualności

TVP o brutalnym ataku na ratownika medycznego w Makowie Mazowieckim (wideo)

Do brutalnego ataku na ratownika medycznego doszło na szpitalnym oddziale ratunkowym w Makowie Mazowieckim. 70-letni mieszkaniec gminy Szelków sam wezwał karetkę. Następnie został przewieziony do szpitala. Podczas badania zaatakował personel.

- Na szpitalnym oddziale ratunkowym w Makowie Mazowieckim doszło do ataku na ratownika medycznego. Agresywny pacjent, 70-letni mieszkaniec gminy Szelków, sam wezwał karetkę prosząc o pomoc. Gdy został przetransportowany do szpitala, zaatakował personel medyczny - poinformowano w "Kurierze Mazowieckim".

To, co zaczęło się jak zwykłe badanie, w sekundę zamieniło się w zagrożenie.

- Do zdarzenia doszło w nocy z poniedziałku na wtorek (z 20.10.2025 r. na 21.10.2025 r. - przyp. red.). W trakcie badania w jednym z gabinetów pacjent, który miał blisko dwa promile alkoholu we krwi, stał się agresywny. Krzyczał, szarpał ratowników, a w pewnym momencie chwycił gaśnicę i próbował nią uderzyć jednego z nich - podano w "Kurierze Mazowieckim".

- Policjanci na miejscu obezwładnili, zatrzymali mężczyznę, a następnie doprowadzili do policyjnego aresztu. Kolejnego dnia mężczyzna po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut naruszenia niedotykalności cielesnej ratownika medycznego. Do tego zarzutu przyznał się - przekazała kom. Monika Winnik oficer prasowy KPP w Makowie Mazowieckim.

Z perspektywy medyków to nie jest odosobniony przypadek, lecz część poważnego problemu, który coraz częściej pojawia się podczas dyżurów.

- Ratownicy medyczni mówią, że agresja wobec personelu to coraz częstszy problem, szczególnie u pacjentów pod wpływem alkoholu lub narkotyków - zaznaczono w "Kurierze Mazowieckim".

- Dużą część naszych pacjentów stanowią pacjenci pod wpływem alkoholu i niestety bardzo często są to pacjenci agresywni. Przede wszystkim agresywni słownie, ale niestety zdarzają się też takie sytuacje jak ta ostatnia, gdzie dochodzi do rękoczynów - przekazała lek. Joanna Danilczuk zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Makowie Mazowieckim.

W takich realiach korytarz SOR-u staje się miejscem, gdzie liczą się nie tylko kompetencje medyczne, ale i umiejętności deeskalacji, szybkie rozpoznanie ryzyka oraz gotowość do współpracy ze służbami. Najbardziej poruszają słowa człowieka, który na co dzień staje twarzą w twarz z podobnymi sytuacjami.

- Jakby dostał gaśnicą w głowę, no to mogłoby dojść nawet do jakiegoś poważniejszego uszczerbku na zdrowiu. Ja sam miałem kilkukrotnie ataki na siebie, tak. I nożem, i z siekierą, i z maczetą - mówi Arkadiusz Bury ratownik medyczny w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Zespołu Zakładów w Makowie Mazowieckim.

Praca ratowników i lekarzy to ciągła gotowość - ryzyko trudno przewidzieć, a zagrożenie pojawia się nagle, często w gabinecie lub na zatłoczonym korytarzu. Dlatego zespoły medyczne działają w stałym napięciu, opierając się na procedurach zabezpieczających pacjentów i pracowników.

Mieszkańcy Makowa reagują jednoznacznie - sprzeciwiają się przemocy i przypominają, czym jest praca ratowników.

- To jest w ogóle nienormalne i ja tego nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Miałem do czynienia nieraz z ratownikami. To są ludzie, którzy nam niosą pomoc. No przecież to jest w ogóle aż w głowie się nie mieści, żeby takie rzeczy się działy - komentuje jeden z mieszkańców Makowa Mazowieckiego.

Ta perspektywa zwykłych odbiorców systemu ochrony zdrowia to ważne przypomnienie, że za każdą interwencją stoją ludzie - po obu stronach - ale atak na osoby ratujące życie przekracza granice dopuszczalnego zachowania. Drugi głos nie zostawia miejsca na wątpliwości i domaga się realnych konsekwencji:

- W ogóle nie powinno dochodzić, a w stosunku do ratowników to już na pewno, bo no ja w ogóle sobie nie wyobrażam, że tak można i trochę tych alkoholików, pijaków, no trzeba trochę karać, żeby oni się bali - zaznacza mieszkanka Makowa Mazowieckiego.

Emocje są zrozumiałe - mieszkańcy widzą w ratownikach pierwszą linię pomocy i chcą mieć pewność, że państwo i instytucje zapewnią im realną ochronę. Ramy prawne są jednoznaczne i przewidują sankcje dla sprawców:

- za naruszenie nietykalności cielesnej ratownika grozi do 3 lat pozbawienia wolności,

- za czynną napaść, grozi od 1 do 10 lat więzienia,

- jeżeli w wyniku napaści ratownik odniesie ciężki uszczerbek na zdrowiu, kara wzrasta do od 2 do 15 lat,

- za znieważenie ratownika podczas wykonywania obowiązków, np. słowne wyzwiska, grozi do 2 lat pozbawienia wolności.

Niestety agresja wobec personelu medycznego nie jest incydentem, lecz zjawiskiem, które wymaga stanowczej reakcji i wyraźnego sygnału, że ochrona osób niosących pomoc jest priorytetem.

Pisaliśmy już o tym w artykule:

Szokujący atak w szpitalu! 70-latek rzucił się na ratownika z gaśnicą

Zobacz materiał TVP:

Kurier Mazowiecki

Fot.: kadry z materiału TVP



Wyświetleń: 5920 komentarze: -
15:39, 28.10.2025r. Drukuj


Reklama

Warto odwiedzić

Logo infoprasznysz.com