
Do brutalnego ataku na ratownika medycznego doszło na szpitalnym oddziale ratunkowym w Makowie Mazowieckim. 70-letni mieszkaniec gminy Szelków sam wezwał karetkę. Następnie został przewieziony do szpitala. Podczas badania zaatakował personel.
- Na szpitalnym oddziale ratunkowym w Makowie Mazowieckim doszło do ataku na ratownika medycznego. Agresywny pacjent, 70-letni mieszkaniec gminy Szelków, sam wezwał karetkę prosząc o pomoc. Gdy został przetransportowany do szpitala, zaatakował personel medyczny - poinformowano w "Kurierze Mazowieckim".
To, co zaczęło się jak zwykłe badanie, w sekundę zamieniło się w zagrożenie.
- Do zdarzenia doszło w nocy z poniedziałku na wtorek (z 20.10.2025 r. na 21.10.2025 r. - przyp. red.). W trakcie badania w jednym z gabinetów pacjent, który miał blisko dwa promile alkoholu we krwi, stał się agresywny. Krzyczał, szarpał ratowników, a w pewnym momencie chwycił gaśnicę i próbował nią uderzyć jednego z nich - podano w "Kurierze Mazowieckim".
- Policjanci na miejscu obezwładnili, zatrzymali mężczyznę, a następnie doprowadzili do policyjnego aresztu. Kolejnego dnia mężczyzna po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut naruszenia niedotykalności cielesnej ratownika medycznego. Do tego zarzutu przyznał się - przekazała kom. Monika Winnik oficer prasowy KPP w Makowie Mazowieckim.
Z perspektywy medyków to nie jest odosobniony przypadek, lecz część poważnego problemu, który coraz częściej pojawia się podczas dyżurów.
- Ratownicy medyczni mówią, że agresja wobec personelu to coraz częstszy problem, szczególnie u pacjentów pod wpływem alkoholu lub narkotyków - zaznaczono w "Kurierze Mazowieckim".
- Dużą część naszych pacjentów stanowią pacjenci pod wpływem alkoholu i niestety bardzo często są to pacjenci agresywni. Przede wszystkim agresywni słownie, ale niestety zdarzają się też takie sytuacje jak ta ostatnia, gdzie dochodzi do rękoczynów - przekazała lek. Joanna Danilczuk zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Makowie Mazowieckim.
W takich realiach korytarz SOR-u staje się miejscem, gdzie liczą się nie tylko kompetencje medyczne, ale i umiejętności deeskalacji, szybkie rozpoznanie ryzyka oraz gotowość do współpracy ze służbami. Najbardziej poruszają słowa człowieka, który na co dzień staje twarzą w twarz z podobnymi sytuacjami.
- Jakby dostał gaśnicą w głowę, no to mogłoby dojść nawet do jakiegoś poważniejszego uszczerbku na zdrowiu. Ja sam miałem kilkukrotnie ataki na siebie, tak. I nożem, i z siekierą, i z maczetą - mówi Arkadiusz Bury ratownik medyczny w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Zespołu Zakładów w Makowie Mazowieckim.
Praca ratowników i lekarzy to ciągła gotowość - ryzyko trudno przewidzieć, a zagrożenie pojawia się nagle, często w gabinecie lub na zatłoczonym korytarzu. Dlatego zespoły medyczne działają w stałym napięciu, opierając się na procedurach zabezpieczających pacjentów i pracowników.
Mieszkańcy Makowa reagują jednoznacznie - sprzeciwiają się przemocy i przypominają, czym jest praca ratowników.
- To jest w ogóle nienormalne i ja tego nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Miałem do czynienia nieraz z ratownikami. To są ludzie, którzy nam niosą pomoc. No przecież to jest w ogóle aż w głowie się nie mieści, żeby takie rzeczy się działy - komentuje jeden z mieszkańców Makowa Mazowieckiego.
Ta perspektywa zwykłych odbiorców systemu ochrony zdrowia to ważne przypomnienie, że za każdą interwencją stoją ludzie - po obu stronach - ale atak na osoby ratujące życie przekracza granice dopuszczalnego zachowania. Drugi głos nie zostawia miejsca na wątpliwości i domaga się realnych konsekwencji:
- W ogóle nie powinno dochodzić, a w stosunku do ratowników to już na pewno, bo no ja w ogóle sobie nie wyobrażam, że tak można i trochę tych alkoholików, pijaków, no trzeba trochę karać, żeby oni się bali - zaznacza mieszkanka Makowa Mazowieckiego.
Emocje są zrozumiałe - mieszkańcy widzą w ratownikach pierwszą linię pomocy i chcą mieć pewność, że państwo i instytucje zapewnią im realną ochronę. Ramy prawne są jednoznaczne i przewidują sankcje dla sprawców:
- za naruszenie nietykalności cielesnej ratownika grozi do 3 lat pozbawienia wolności,
- za czynną napaść, grozi od 1 do 10 lat więzienia,
- jeżeli w wyniku napaści ratownik odniesie ciężki uszczerbek na zdrowiu, kara wzrasta do od 2 do 15 lat,
- za znieważenie ratownika podczas wykonywania obowiązków, np. słowne wyzwiska, grozi do 2 lat pozbawienia wolności.
Niestety agresja wobec personelu medycznego nie jest incydentem, lecz zjawiskiem, które wymaga stanowczej reakcji i wyraźnego sygnału, że ochrona osób niosących pomoc jest priorytetem.
Pisaliśmy już o tym w artykule:
Szokujący atak w szpitalu! 70-latek rzucił się na ratownika z gaśnicą
Zobacz materiał TVP:
Fot.: kadry z materiału TVP
| Wyświetleń: 5920 | komentarze: - | 15:39, 28.10.2025r. | ![]() |